Wielki Błękit w Łukęcinie – moja rzetelna opinia

Wielki Błękit w Łukęcinie – moja rzetelna opinia
Oceń » 1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (14 głosów, średnia: 4,67 z 5)
Loading...

Jeszcze nie tak dawno wsłuchiwałem się w tekst piosenki zespołu Myslovitz pod wdzięcznym tytułem „Wielki Błękit„. Nie, nie wpis który właśnie czytasz, bynajmniej nie będzie traktował o muzyce, chociaż znalazłoby się kilka podobieństw z opisywanym Ośrodkiem Wypoczynkowym Wielki Błękit w Łukęcinie. Jak zawsze, wszystko zaczęło się od wczesnych poszukiwań. Walcząc z wszechogarniającym marazmem oraz pluchą za oknem, poszukiwania rozpoczęliśmy już w lutym bieżącego roku żeby zaplanować urlop nad polskim morzem, w okolicach połowy lipca. Jako że jesteśmy rodzicami, chcieliśmy żeby nasza pociecha (trzylatek) wyhasała się do woli w bezpiecznym miejscu. Jak na rasowych geek’ów przystało, nasze poszukiwania prowadziliśmy tylko i wyłącznie w sieci.

Wielki Błękit Łukęcin – wyszukiwana w google’u

Jak sami dobrze wiecie, ofert wypoczynku nad morzem jest naprawdę mnóstwo. Nam chodziło o coś innego nie sztampowego i bardziej kameralnego. Osobiście szlag mnie trafiał kiedy w poprzednich latach będąc nad morzem, aby dotrzeć na plażę musieliśmy przejść cały szpaler straganów oferujących badziewie za pięć złotych. Dla naszego syna była to oczywiście swoista atrakcja, dla nas trochę mniej. Stąd chęć zmiany. Żona jak również ja mamy umiarkowane introwertyczne usposobienie, dlatego też chcieliśmy uciec od wszechobecnych tłumów i tzw. parawaningu. Ambitny plan, prawda ? Oczywiście jak to na urlopie, człowiek wypoczywając chciałby smacznie zjeść i poczuć się wyjątkowo.

Łukęcin… nie słyszałem !

Nie wiem czy to przez ignorancję czy też brak zgłębiania tematu o miejscowości Łukęcin usłyszałem dopiero od żony, w lakonicznym pytaniu: To może Łukęcin ?

Łukęcin… it is !

Po serii jednoznacznych spojrzeń i przeczytaniu dosłownie kilku opinii na różnych forach podjęliśmy decyzję o spędzeniu tegorocznych wakacji nad polskim morzem w ośrodku wypoczynkowym o szumnie brzmiącej nazwie „Wielki Błękit”.

Po przyjemniej kilkugodzinnej podróży o godzinie 5:45 o brzasku dotarliśmy bezproblemowo na ulicę Spacerową. Doba hotelowa zaczyna się od godziny 16:00 więc czekało nas dosyć długie koczowanie w oczekiwaniu na zwolnienie naszego pokoju. Wjeżdżając na parking pan stróż nie robił żadnych problemów że za wcześnie że nie ma jeszcze miejsca. Wyznaczył nam miejsce na parkingu i udzielił trywialnej lecz jakże ważnej informacji po kilkugodzinnej podróży, wskazując na budynek z toaletą. Przed godziną 6:00 rano ośrodek wydaje się być wyludnionym miastem widmo. Cicho głucho i brak żywego ducha. Nic dziwnego ludzie na urlopie lubią pospać, znam to z autopsji. Czekając na pokój, odpocząć po podróży można w tzw. domku pod strzechą. Po rozprostowaniu kości postanowiliśmy przywitać się z morzem. Mając na karku 36 wiosen myślałem że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Myliłem się, samo dojście do morza z „Wielkiego Błękitu” to „wyprawa” na dosłownie kilka minut. Ośrodek jest tak usytuowany że w nocy słychać szum fal. Kiedy na plaży chciałem wrócić do pokoju mogłem to zrobić w każdej chwili. To naprawdę dosłownie kilka kroków. Poniżej mapka pokazująca jak umiejscowienie ośrodka względem plaży/morza. Spędzając już kilka urlopów nad morzem nigdy do morza nie miałem tak blisko. Jest to naprawdę wielki atut „Wielkeigo Błękitu”.